
Urodzony w 1941 roku w Stalowej Woli. Jest absolwentem warszawskiej ASP. Obronił pracę magisterską na wydziale grafiki w pracowni Jana Marcina Szancera. Jako młody artysta, Rosiński zaprzątał sobie głowę nowymi technikami graficznymi, sam takowe wymyślał, spełniając się jako ilustrator (między innymi opowiadań dla dzieci i młodzieży, czy podręczników szkolnych).
We wczesnych latach 60. XX w. incydentalnie publikował komiksy w prasie, to jednak rok 1968 otworzył nowy, i jak się okazało niekończący się rozdział w jego karierze, w tym ostatecznie międzynarodowej. Przez przypadek trafił do wydawnictwa Sport i Turystyka, które zaprosiło go do kontynuowania serii o przygodach milicyjnego herosa, kapitana Żbika. Jak wspomina w rozmowie z Wojtkiem Łowickim: Miałem za sobą cała tę edukację polskiego plakatu, byłem zakochany w literaturze i mogłem ilustrować każdy tekst, nawet najgorszy. Komiks był dla mnie eksperymentem, dla samosprawdzenia się: czy ja jeszcze potrafię wrócić do dzieciństwa i do moich pasji z tamtych lat. Przy pierwszym „Żbiku” męczyłem się okropnie, oduczyłem się rysować komiksy, bo przez dziesięć lat mojej edukacji artystycznej miałem pranie mózgu. Nawet tym komiksem gardziłem, zresztą tak jak wszyscy moi koledzy graficy. Wręcz nie miałem do niego zaufania, a ilustracja była połową drogi, między komiksem a malarstwem, mogłem się więc przynajmniej obracać się w jednym klimacie przez klika obrazków – to był taki bezpieczny substytut komiksu. […] To był okres rozbuchanej awangardy. Specjalnie się więc nie chwaliłem tym moim wczesnym okresem komiksowej pasji. Mało tego, starałem się ten okres „wygumkować” ze swojego życiorysu.
Obecnie Rosiński jest niekwestionowaną gwiazdą komiksu europejskiego. Bohaterowie, których wykreował, jak Thorgal i Yans, to kanon światowego komiksu współczesnego. Przy pracy nad najważniejszym krajowym magazynem komiksowym „Relax” w poł. lat 70. XX w. zauważyli go wydawcy belgijscy, poszukujący talentów ze Wschodu. A potem jego kariera potoczył się wyjątkowo szybko. Obecnie mistrz większość twórczej energii poświęca malarstwu sztalugowemu (są to rzecz jasna, również malarskie okładki komiksów).